Kilka słów o mnie

Wojciech Chadży: Pochodzę z Jeleniej Góry - urodziłem się w maju 1960 roku. Jestem żonaty, mam dwóch dorosłych synów i 14 letnia córkę oraz dwójkę wnucząt. Od zawsze ja i moja rodzina jesteśmy związani z naszym regionem, a zwłaszcza z Jelenią Górą. Jestem przedsiębiorcą, właścicielem firmy Kry-cha.

Krzysztof Wątroba-Pałac: Najtrudniej jest opisać siebie w kilku słowach. Jest to tak trudne, że nieraz jest lepiej nie próbować. Gdybym jednak został zmuszony do tego bym parę zdań o sobie wydusił: powiedziałbym, że jestem: optymistycznym pesymistą, który patrzy na świat szeroko zamkniętymi oczami, pragnąc dostrzec to co przed innymi jest ukryte.

Podziel się z innymi

| |

Czas na zmiany!!! Zaczynam od siebie.

2014-05-09 11:06
„Nie próbuj żyć wiecznie, bo ci się nie uda”
Autor: George Bernard Shaw

Zawsze myślałem, że jestem niezniszczalny…
Idziemy przez życie, biegniemy, gonimy, uciekamy, kupujemy, sprzedajemy, walczymy. Pokonujemy, albo jesteśmy pokonani… i przychodzi jedna, krotka chwila…
Chwila, która uświadamia nam to, czego często nie zauważaliśmy przez całe nasze życie. Że jesteśmy istotami słabymi, od których tak naprawdę – niewiele zależy. Które nawet nie mogą być pewne tego, co stanie się w ich organizmie za kilka chwil. I jak niewiele trzeba, żeby stracić to co dla nas jest najcenniejsze.

Powiecie może, że tekst jest banalny. Temat błahy i – tak naprawdę, to każdy o tym wie. Bo prawdy i słowa są tak oczywiste. A jednak – często o nich zapominamy?!
Jakiś czas temu, paradoksalnie jadąc na pogrzeb kolegi, sam mogłem stracić życie. Tak, jak co dzień, wsiadłem do auta, zadzwoniłem do żony, powiedziałem, że właśnie wyjeżdżam i że zobaczymy się wieczorem. Zadzwoniłem do kolegi, którego miałem ze sobą zabrać i powiedziałem, że niedługo po niego przyjadę. Nie dojechałem…

Z żoną zobaczyłem się – na całe szczęście – znacznie szybciej niż przewidywałem, lecz nie w domu, a w szpitalu. W obliczu wypadku – naszego lub kogoś bliskiego – stwierdzamy nagle, jak wielu rzeczy jeszcze nie zrobiliśmy, bo albo nie mieliśmy czasu, albo zupełnie trywialnie nam się „nie chciało”. Dla mnie wszystko skończyło się dobrze. Żyję, jestem zdrowy – chociaż rehabilitacja jeszcze trochę potrwa. Mogę nadal cieszyć się rodziną, życiem i tym, co udało mi się w nim osiągnąć. Wiem, że nie wszyscy mają tyle szczęścia co ja. Uświadomiłem to sobie jeszcze bardziej po wypadku i uświadamiam sobie każdego dnia. Szczególnie, gdy czytam w gazecie czy słyszę, że ktoś umarł, zginął w tragicznych okolicznościach.
Kiedy dochodzą mnie tego typu informacje, zastanawiam się nad tym, co by było, gdybym był następny. Co byłoby, gdyby TO stało się nagle, niespodziewanie?

Ilu z tych, co odeszli, parę minut wcześniej zastanawiało się nad tym, że za chwilę już ich nie będzie? O czym myślą ludzie tuż przed śmiercią? Czy snują plany na wakacje? A może spotkań z przyjaciółmi popołudniu czy pójścia do kina? A może – jak komuś dokopać za coś? Wbić mu szpilę, zniszczyć go, upokorzyć? Czy, po prostu, jaką kanapkę zjeść np. za pół godziny?
Odnoszę wrażenie, że czas biegnie coraz szybciej. Tak, że jeden rok nic prawie dla mnie nie znaczy. Czas stał się dla mnie ostatnio najbardziej deficytowym towarem i kiedy czuję, jak szybko mija to zdaje mi się, że nie potrafię niczego ogarnąć. Że z niczym nie zdążę i dlatego, muszę się bardziej starać. Mobilizować i wyciągać ręce po pomoc ze strony drugiego człowieka. To przemijanie, co ciekawe, skłania mnie do najróżniejszych, często odmiennych refleksji – gdy patrzę za siebie to myślę, że zbyt często dawałem się ponieść tej nonszalanckiej „łatwiźnie”, wg której kupić można wszystko przy odpowiedniej przedsiębiorczości i odrobinie szczęścia. Gdy patrzę w przyszłość, staram się sięgać po więcej czasu; nie poszukiwać straconego lecz starając się chwytać go w locie – jestem pewien, że muszę stawiać na interakcję, na kontakt z moimi bliskimi, przyjaciółmi, otoczeniem i tymi, którzy wychodzą mi naprzeciw. Szczególnie jako polityk, muszę być bardziej otwarty na innych, zaś wobec siebie, bardziej krytyczny. Uczyć się i hartować każdego dnia; pomagać innym, jeśli mam ku temu sposobność i samemu prosić o pomoc bez krztyny ujmy czy wstydu. Bo czasu, choćbym się starał, jednak sobie nie kupię. Prawdziwych pomocników, też nie. Za żadne pieniądze.

Kłócimy się o drobiazgi i nic nieznaczące rzeczy. W gniewie zwykle wypowiadamy słowa, które powinniśmy przemilczeć. Czasami z kolei powinniśmy powiedzieć coś ważnego, a nie robimy tego. Nie działamy tak, jak chcieliby tego od nas inni i jak my sami, w głębi serca – byśmy chcieli. Tak dalej nie można. Ja nie mogę, przez pryzmat osobistych doświadczeń, które skłaniają mnie do konkluzji, że musiałem doświadczyć traumy, by ruszyć z kopyta w przyszłość. By faktycznie dzisiaj móc powiedzieć, że należy wszystko zmienić dla siebie i dla innych. I trzymać się maksymy, że zmiany zawsze są na lepsze choćby dlatego, że zmieniają – wpływają na nową jakość; przezwyciężają marazm i gnuśność, z którymi winniśmy walczyć, a nie w nie popadać. Obecnie, ja pragnę zmian i tak jak my wszyscy, jeleniogórzanie, zmian potrzebuję. Zmiany, są konieczne!

„Bliskość śmierci zawsze sprawia, że staramy się żyć lepiej”
Autor: Paulo Coelho, „Zahir”

Zrezygnowałem z plakatów wyborczych, ulotek i baloników, którymi w pierwotnym założeniu miałem zachęcić potencjalnych wyborców do głosowania właśnie na mnie. Mój kampanijny budżet postanowiłem przeznaczyć nie na działanie promocyjne, lecz będące kroplą w morzu ewentualnej pomocy, którą każdego dnia możemy obdarować innych. Na wsparcie dla jakiegoś młodego człowieka, ucznia którejś z jeleniogórskich szkół, zdolnego jednakże przez wzgląd na trudną sytuację niemogącego realizować się w pełni. Dlaczego to zrobiłem??? … Bo mogę, bo powoduje mną zdrowy egoizm… Nie każdy ma tyle siły, chęci lub możliwości, aby realizować swoje marzenia. Jest wiele sposobów pomocy, a podstawową zasadą jest chcieć zrobić gest w stronę drugiego człowieka. W tym przypadku osoby, która nie jest samowystarczalna, nie ma możliwości podjęcia pracy zarobkowej, ba, nie ma nawet możliwości kształcenia się w spokoju czy realizowania dla wielu – podstawowych, zwykłych, w pełni osiągalnych pasji. Nastoletniej, zagubionej, zniechęconej i słabej.
Robię to po to, by ów nastolatek wiedział, że nie jest sam. Bo są ludzie chętni do dzielenia się i wspierania innych na miarę swoich możliwości. I robię to dla siebie, aby kiedyś nie okazało się, że zabrakło mi czasu…

Komentarze

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: